niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 2

*Oczami Kelly*

Obudziłam się o 7.00. Zanim się wyszykowałam była już 7.30. Po śniadaniu gdy wychodziłam z domu mama mnie zatrzymała:
-Kochanie, może Cię podwieźć?
-Nie, dzięki.
-Ale się spóźnisz!!
-No i co?-powiedziałam i wyszłam. Do szkoły miałam spory kawałek, a autobus się spóźnił i pod szkołą byłam o 8.30. Kurwa, pierwszy dzień szkoły a ja już spóźniona-pomyślałam sobie-a co tam, trudno się mówi. Gdy weszłam do środka okazało się, że był tylko apel i uczniowie idą na spotkanie z nauczycielami i klasą. Weszłam do klasy i zajęłam miejsce na tyłach klasy, aby móc esemesować z Nat i innymi. Gdy już wszyscy weszli do klasy bardzo mnie to zdziwiło bo klasa liczyła tylko 14 osób. O ja pierdole, będę często przy odpowiedzi. Rozglądałam sie po klasie i spostrzegłam, że jakaś piątka chłopaków gapi się na mnie, Przyjrzałam się im i rozpoznałam, byli to Ci sami których spotkałam w clubie. Blondyn  z którym tańczyłam podniósł się i podszedł do mnie:
-Hej
-Siem
-Jestem Niall, wczoraj zapomniałem Ci się przedstawić
-Taa..ja Kelly
Chwilę potem Niall wrócił do swoich koleszków, a ja zostałam poproszona przez wychowawce o przedstawienie się klasie. Kurwa, jak ja tego nienawidzę-pomyślałam sobie ale wstałam i powiedziałam kilka słów o sobie. Gdy skończyłam zauważyłam że chłopak, na którego wpadłam i jego paczka gapią się na mnie ze zdziwieniem a nauczyciel nie wygląda na zadowolonego. Dziewczyny w klasie dziwnie się na mnie gapiły, miałam wielką ochotę im przyjebać.
Na przerwie wyszłam na dwór żeby zapalić. Po drodze zawadziłam drogą o korzeń jakiegoś drzewa i jebłam. Pomógł mi wstać jakiś chłopak...gdy wstałam zobaczyłam, że to ten z clubu. Wcześniej nie zauważyłam, że jest całkiem przystojny i że ma zajebiste oczy.
-Dzięki i sorry za wczoraj-powiedziałam trochę oschle
-Może trochę ładniej?
-Marzenie gnoju
-Louis, jak coś-przedstawił się ignorując moją ostatnią odzywkę
-Ehe...-powiedziałam i ruszyłam w stronę muru. Zapaliłam papierosa  i przeczytałam esa od Nat
"No co tam? Jak tam klimat?
odpisałam jej
"Siem, chujowo! Już mam dość, a nawet godziny tu nie jestem..." schowałam telefon do kieszeni a kiedy podniosłam głowę zobaczyłam jakiegoś chłopaka, i aż krzyknęłam. Nie wiadomo skąd się wziął i na serio mnie trochę przestraszył
-Hej!-powiedział chłopak z loczkami na głowie-Harry jestem
-Wiem jak masz na imię!
-Oo to miło
-Tak...kurwa daj mi święty spokój, chcę być chociaż przez chwilę sama!
-Okej...ale jakbyś czegoś chciała albo coś to przychodź śmiało-powiedział i odszedł do reszty.
Tsaa...na pewno  będę coś od was chciała. Pod koniec lekcji dostałam od Nat esa żebym przyjechała najszybciej jak mogę. Pobiegłam na przystanek, ale okazało się że autobus mam dopiero za pół godziny, czyli wychodzi na to że u Nat byłabym dopiero za półtora godziny. Chujowo...-pomyślałam i nagle przypomniałam sobie propozycję Harrego. Kurwa, nie spodziewałam się że jednak o coś ich poproszę...odwróciłam się i zobaczyłam, że wszyscy zmierzają do samochodów. Pobiegłam w ich stronę i na szczęście zdążyłam dobiec do ostatniego samochodu, który jeszcze nie odjechał. Gdy okno się otworzyło zobaczyłam Louisa: O nie tylko nie on-pomyślałam sobie, ale trudno lepsze to niż nic
-Mógłbyś mnie podrzucić?
-Jasne, wskakuj-nie dziękując mu wsiadłam do samochodu nie zapinając pasów-bo po co?
W drodze kątem oka widziałam że często się na mnie patrzy, w końcu nie wytrzymałam i krzyknęłam na niego:
-No co się tak kurwa gapisz?!
-Ty zawsze taka jesteś?
-Zazwyczaj
-To może czas to zmienić?
-Raczej nie
-Ok, Twoja sprawa.
Wychodząc z samochodu nic nie powiedziałam ale Lou złapał mnie za rękę i powiedział:
-Jutro jest u nas impreza dla Zayna, wpadnij będzie mu miło.
-Taa...może wpadnę.
O Boże...coś się ze mną dzieje, przecież normalnie nigdy nie miałabym ochoty iść na imprezę do kogoś takiego, kto...sama nawet nie wiem, wiedziałam tylko że byłam na tego faceta zła, ale jednocześnie mnie pociągał...a najgorsze jest to że każdy z tej piątki mnie pociągał....chyba oszalałam.
W domu zmieniłam ubranie i poszłam prosto do Nat. Spotkałam ją przed domem całą zapłakaną:
-O Boże! Co się stało?
-Mama miała wypadek, a tata jeszcze nie wrócił z pracy...
-A dzwoniłaś do niego?
-Nie odbiera, jak zwykle!
-Dobra jedziemy do szpitala-powiedziałam i pomogłam jej wstać. W drodze do szpitala Nat przestała płakać, i chciała żebym opowiedziała jej o szkole. Powiedziałam jej wszystko co się zdarzyło i opowiedziałam o cudownej piątce. Pod szpitalem Nat poprawiła makijaż i weszłyśmy do środka.
Od razy przy wejściu zahaczył Nas jakiś młody lekarz:
-Panie może w sprawie Elizy Barnes?
-Tak, a coś już wiadomo?
-Przykro mi ale niestety, urazy były zbyt wielkie, żeby dało się ją uratować...
-NIE! Krzyknęła Nat i upadła na kolana i znowu zaczęła płakać. Objęłam ją a drugą ręką wyjęłam telefon i zadzwoniłam najpierw do Matta a potem do Davida. Po 15 minutach Matt był już w szpitalu. Objął Nat a ja odeszłam trochę od nich i usiadłam na parapecie. Dlaczego to akurat musiało się wydarzyć teraz? i czy w ogóle musiało? Po chwili przyszedł David i objął mnie. Mama Nat, była dla mnie momentami lepsza niż moja własna matka...łzy poleciały mi po policzku. Nagle do szpitala weszła "magiczna piątka". Ja pierdole-pomyślałam sobie-czy oni muszą być wszędzie tam gdzie ja? Nie chciałam wiedzieć po co tu przyszli ani dla kogo, chciałam tylko wypłakać się w czyiś ramionach. Odwróciłam delikatnie wzrok w stronę chłopaków i zobaczyłam, że Zayn, Harry i Louis mają wzrok mordercy. Ciekawe o co im chodzi. Schowałam znowu głowę w Davida i myślałam o tym wszystkim co się stało.
Po pół godziny Nat się pozbierała i razem z Mattem pojechali do niej do domu, Ja z Davidem wróciłam pod mój dom:
-Dzięki że mnie odprowadziłeś-powiedziałam mu i chciałam pocałować w policzek, ale on odwrócił głowę i nasze usta się spotkały. Wtedy on przycisnął je bardziej do moich. Odepchnęła go lekko nie wiedząc co o tym myśleć:
-Co to miało być?
-Sam nie wiem, sorry, to się więcej nie powtórzy-powiedział David, odwrócił się i poszedł.
Weszłam do domu i poszłam od razu do Swojego pokoju. Nie chciało mi się spać więc  włączyłam laptopa weszłam na Facebooka, ale nic tam nie było ciekawego ani nowego więc go wyłączyłam i położyłam się na łóżku. Po kilku minutach włączyłam sobie na telefonie muzykę i myślałam o tym wszystkim co się dziś stało.
Przed snem poszłam jeszcze zapalić na balkon. Noc była chłodna, ale przyjemna.
Wróciłam do pokoju, położyłam na łóżku i zasnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz